Żółty szalik (2000)

data 3 listopada 2013
Alkoholizm nie jest chorobą, która "dotyka" tylko tzw. "margines społeczny" a alkoholik to nie jest synonim "człowieka z marginesu". Genialna rola Janusza Gajosa ( Bohater, prezes firmy).
"Żółty szalik" Janusza Morgensterna jest najlepszym przykładem, że filmy telewizyjne kręcić warto. Przypomnę tylko, że "Dekalog" Kieślowskiego był właśnie cyklem telewizyjnym. Seria "Święta polskie" zapoczątkowana w 2000 roku filmem "Cud purymowy" była cyklem różniącym się od "Dekalogu" tym, że każda produkcja była realizowana przez innego reżysera (np. "Cud purymowy" – Izabella Cywińska, "Noc świętego Mikołaja" – Janusz Kondratiuk, "Przybyli ułani" – Sylwester Chęciński). Były to produkcje kręcone w różnych konwencjach, od komedii ("Królowa chmur") po dramat jak choćby "Żółty szalik". 

Śledzimy tu kilka dni (aż do Bożego Narodzenia) z życia Bohatera (Janusz Gajos). Jest on ważną osobistością w dużej firmie, zmaga się jednak z alkoholizmem, który zdaje się go pożerać jako człowieka. Kolejne kobiety nie wytrzymują życia z "takim człowiekiem". Bohater jest kreaturą bardzo inteligentną, cyniczną, zdającą się drwić z siebie i wszystkiego naokoło, jednak wyłącznie kiedy jest pijany. Gdy trzeźwieje, widzimy człowieka zagubionego, wrażliwego, a nawet sentymentalnego. Jak każdy nałogowiec zdaje się osobą o słabej woli. Rola, którą stworzył Gajos, zasługuje na wyrazy najwyższego uznania, przez niemal godzinę widzimy Bohatera miotającego się we własnych sprzecznościach, pomiędzy tym, kim jest naprawdę, a tym, kim czyni go alkohol. W jednej scenie paraduje z koroną na głowie, w innej przegrywa walkę pośród butelek, przekleństw i filozoficznych wywodów. Jest człowiekiem o wyrafinowanym guście i niebanalnych spostrzeżeniach, wstydzi się jednak tego, co "z niego zostaje", gdy kończy się dzień. Wstydzi się odwiedzić matkę w takim stanie. Wstydzi się ludzi, którzy go kochają właśnie przez to, że może ich skrzywdzić. 

Nawet jego imię – Bohater, prowokuje do zastanowienia się nad tym, jak wielu ludzi jest jemu podobnych. Nie widzimy kolei losu Kowalskiego ani pana XYZ, widzimy historię człowieka uniwersalnego, żyjącego obok nas, na którego często po prostu nie zwracamy uwagi, takiego z którym możemy się jednak utożsamić. A gra Gajosa umożliwia nam to wejście w skórę alkoholika. Jest sugestywny i wyrazisty, ale też słaby, jest człowiekiem kulturalnym lecz zdarza mu się obrażać najbliższych w obecności osób trzecich. Dochodzi do momentu, w którym nie wiemy, czy Bohater jest trzeźwy czy pijany, kiedy gra, a kiedy jest sobą. Jest błaznem, ale bardziej przypomina Stańczyka niż przeciętnego minstrela. Staczając się pokazuje, jak stacza się wielu z tak zwanych "porządnych ludzi". 

Janusz Morgenstern w niespełna 60 minut pokazuje przewrotność natury ludzkiej i jej dualizm, a nawet trializm. Nie jest to jednak do końca dramat. Nie wszystko kończy się źle, nikt nie przekonuje nas, że świat jest wyłącznie zły, a "szklanka do połowy pusta" – w końcowych scenach, gdy trzeźwy Bohater spędza Wigilię z matką, widzimy iskierkę nadziei. Mężczyzna odjeżdża i nie zapomina tytułowego szalika, który jest według niego kluczem do osiągnięcia sukcesu. 

Historia ta nie byłaby tak zajmująca bez oryginalnego scenariusza, a ten został napisany przez wziętego literata Jerzego Pilcha. Widzimy dramat jednostki uzależnionej, ale też pojedyncze dramaty najbliższych mu osób, które wkładają wiele wysiłku w przywrócenie Bohatera do "życia". Owe postaci drugoplanowe zasługują także na słowa uznania. Film nie byłby tym, czym jest bez kreacji Krystyny Jandy czy Danuty Szaflarskiej. Wszystkie elementy, o których wspomniałem, a także niezłe zdjęcia i subtelna muzyka Michała Lorenca tworzą prawdziwe dzieło. "Żółty szalik" jest swoistą wiwisekcją ludzkich osobowości i dusz, które czasem drwią rubasznie z właścicieli lecz najczęściej wystawiają je na gorzki autoironiczny śmiech. 

źródło: filmweb.pl


Kategoria: Filmy o chorych psychicznie

powrót

Partnerzy