Anhedonia – gdy tracimy radość życia

data 6 marca 2014
Awans w pracy nie cieszy cię? Sukcesy dzieci przyjmujesz obojętnie? Utrata radości życie ( anhedonia) może przerodzić się w ciężką depresję.
Awans w pracy przyjmujesz z obojętnością? Przestałaś cieszyć się zapachem kawy w niedzielny poranek? Nie masz już ochoty uprawiać kwiatków na balkonie? Utrata radości z życia, zwana anhedonią, to psychiczna dolegliwość, która dotyka coraz więcej Polaków. Nieleczona może przerodzić się w głęboką depresję.

Już nie pamiętam, co to jest radość. Staram się dostrzegać w swoim życiu kolory, ale bez powodzenia – przyznaje Beata, trzydziestoparoletnia mieszkanka Krakowa. Od czasów młodości jej wielką pasją było zbieranie płyt muzycznych. Uzbierała ogromną kolekcję, która ostatnio pokrywa się kurzem. - Czasem nawet nabieram ochoty na przesłuchanie jakiegoś albumu, ale po dwóch, trzech piosenkach wyłączam sprzęt, bo chce mi się płakać – opowiada kobieta pracująca w dużej firmie i odnosząca spore sukcesy zawodowe. Jednak premie i awanse też nie cieszą Beaty. - Po co mi pochwały czy pieniądze? Nie kupię za nie szczęścia, choć wielokrotnie próbowałam poprawić sobie humor buszując w sklepach – dodaje. 

Beatę doskonale rozumie aktorka Olga Bończyk, której przyjaciółka również cierpi na anhedonię. - Udało jej się zrealizować marzenie życia – otworzyć restaurację. Doprowadziła ten projekt do takiego momentu, że wystarczyło przekręcić klucz, otworzyć drzwi, wpuścić gości i zacząć wydawanie fantastycznych potraw, które świetnie gotuje. Okazało się, że zatrzymała się na etapie otwarcia drzwi. Powiedziała, że dalej nie da rady, nie ma na to siły. Wycofała się z tego – opowiada aktorka. 

- Gdy coraz bardziej zbliżała się do tego punktu – otwarcia restauracji, czyli tego, co powinno dać jej największą radość, szczęście, co powinno pozwolić jej rozwinąć skrzydła, gdzie powinna zacząć gotować i cieszyć ludzi swoim gotowaniem, zwinęła skrzydła i zanurkowała pod wodę – twierdzi Olga Bończyk. 

Depresyjne nastroje towarzyszą też znanej piosenkarce Kasi Kowalskiej, która napisała nawet utwór o wszystko mówiącym tytule „Anhedonia”. - Nie umiem się do końca niczym cieszyć. Mam taką naturę, że zawsze widzę ciemne strony. Od lat z tym walczę. Chodzę na psychoterapię – wyznaje gwiazda w rozmowie z „Galą”. 

Świat w barwach szarości 

Choć termin „anhedonia” został po raz pierwszy użyty przed ponad 100 laty (jego autorem był francuski psycholog i filozof Theodule-Armand Ribot), to tak naprawdę dopiero w XXI wieku zrozumieliśmy jego prawdziwe i groźne znaczenie. W ostatnich dziesięcioleciach lawinowo przybywa bowiem osób cierpiących na rozmaite zaburzenia depresyjne. 

Jednym z symptomów problemu jest właśnie niezdolność do przeżywania radości i satysfakcji, szczególnie w sytuacjach, które wcześniej dostarczały nam miłych wrażeń emocjonalnych. Gdy przestajemy cieszyć się z drobiazgów – śmiechu dziecka, zapachu niedzielnej jajecznicy czy wiosennego słońca, a stan apatii utrzymuje się przez dłuższy czas, jest to sygnał, że być może dopadła nas anhedonia. 

źródło: wp.pl


Kategoria: Artykuły z mediów, Psycholodzy

powrót

Partnerzy