Depresja pozbawia życie kolorów - portal naTemat.pl rozpoczyna dyskusję o zdrowiu Polek

data 22 lutego 2014
Depresja atakuje kobiety dwa razy częściej niż mężczyzn. Jesteśmy słabsze? Tak postawiona teza rozszerzona jest o wiedzę o przyczynach zachorowań na depresję, rozkładu częstości zachorowań ale przede wszystkich o info o podejściu do depresji zarówno przez przez Polki jak i Polaków.
Przez wielu, jeśli nadal nie przez większość, depresja uważana jest za chorobę słabeuszy i wrażliwców. 
To stereotyp, bo ta groźna choroba potrafi dopaść i rozłożyć na łopatki nawet najsilniejszych. Dlatego też staje się podstawowym problemem zdrowotnym na świecie. W Polsce zmaga się z nią co najmniej 10 proc. społeczeństwa. Szczególnie niebezpieczna jest dla kobiet, bo dotyka ich dwukrotnie częściej.
Depresja jest groźna nie tylko sama w sobie – towarzyszy jej wzrost zapadalności na inne, niebezpieczne dla życia choroby. Eksperci zwracają również uwagę na rosnącą śmiertelności u osób, które się z nią zmagają. Badania pokazują, że w Europie przybywa chorych z zaburzeniami zdrowia psychicznego – do najczęstszych, obok zaburzeń lękowych, należy właśnie depresja. Zgodnie z przewidywaniami WHO do 2020 roku depresja ma być najpowszechniej występującym zaburzeniem psychicznym i jednocześnie najpoważniejszą chorobą na świecie, zaraz po chorobach układu krążenia (teraz jest na czwartym miejscu). 

Na ten poważny problem zwraca uwagę ''Raport Polki 2013. Zdrowie i jego zagrożenia'', depresja ma być też tematem pierwszej w Polsce interdyscyplinarnej debaty nad zdrowiem Polek - Vital Forum, która odbędzie się 6-7 marca w Warszawie (zarejestruj się bezpłatnie tutaj).

Cena za życie w stresie
Depresja to nie zwyczajna chandra czy stan przygnębienia. W języku potocznym ten termin jest nieco nadużywany, co sprawia, że właściwie każdy gorszy nastrój można uznać za depresję. W medycynie depresja to jednak wyniszczające, przewlekłe zaburzenie psychiczne. – Zespoły depresyjne różnią się w istotnym stopniu nasileniem objawów, a także etiologią. Najczęstszym zespołem są zaburzenia depresyjne adaptacyjne, w których obniżenie nastroju i napędu psychoruchowego, zwiększona męczliwość, lęk, zaburzenia snu i apetytu mają podłoże sytuacyjne (tzn. są wtórne do traumatycznych wydarzeń życiowych) – wyjaśnia dr n. med. Sylwia Fudalej, specjalista psychiatra i adiunkt Katedry i Kliniki Psychiatrycznej WUM. To stan, który w dramatycznych sytuacjach życiowych może wystąpić u większości z nas.

Najpoważniejszym i najgroźniejszym zaburzeniem są zespoły depresyjne o podłożu endogennym, uwarunkowane biologicznie (choroba afektywna jedno i dwubiegunowa). – Ten typ zaburzeń depresyjnych jest zdecydowanie rzadziej spotykany – dodaje ekspertka.

W Polsce na depresję cierpi około 10 proc. społeczeństwa. Niestety i u nas, tak jak na całym świecie, obserwowany jest wzrost zachorowalności na zaburzenia depresyjne. – Jak wynika z badań wykonywanych na całym świecie, także w Polsce zaburzenia depresyjne występują u około 1/5 pacjentów zgłaszających się do lekarzy pierwszego kontaktu, ale w połowie przypadków nie są właściwie rozpoznawane – mówi dr n. med. Sylwia Fudalej. Istotnym problemem są również depresje maskowane, które dotyczą około 10 proc. pacjentów trafiających do lekarzy ogólnych. Z tego powodu bardzo często prowadzona jest długa diagnostyka internistyczna, a zastosowane leczenie jest nie tylko nieskuteczne, ale i nieuzasadnione. Warunkiem prawidłowego rozpoznania depresji jest traktowanie jej jako zespołu, a z tym jeszcze wielu lekarzy ma problem.

Według ekspertów rosnąca liczba chorych to wynik coraz większego obciążenia psychospołecznego, życia w ciągłym biegu i stresie. – Trudno się dziwić, że coraz więcej osób zapada na depresję. Życie w ciągu ostatnich kilkunastu latach nabrało ogromnego tempa, żyjemy w ciągłym pośpiechu, przywiązani do komórek i komputera, pod ciągłą presją, a dodatkowo – albo może przede wszystkim – w dosyć trudnym okresie pod względem ekonomicznym. To wszystko mocno nadwyręża naszą psychikę, ciągły stres działa destabilizująco na układ nerwowy, a ponadto coraz mniej czasu możemy poświęcić na odpoczynek – mówi Joanna Chatizow, prezes Zarządu Stowarzyszenia "Aktywnie Przeciwko Depresji".

Depresja – choroba kobiet?
Depresja występuje dwa razy częściej u kobiet niż u mężczyzn. Wpływają na to, zarówno czynniki genetyczne i hormonalne, jak również psychospołeczne, które warunkują funkcjonowanie kobiet w rodzinie i życiu zawodowym. Według raportu Banku Światowego i Światowej Organizacji Zdrowia, którego wyniki cytowane są w raporcie o zdrowiu Polek, u kobiet w wieku 15-44 lat depresja jest najczęstszą przyczyną zachorowań i niepełnosprawności w krajach rozwiniętych i rozwijających się. – W tym okresie życia zachorowalność kobiet w stosunku do mężczyzn wynosi 2:1. W okresie okołomenopauzalnym współczynnik ten jest jeszcze wyższy i wynosi 3,4:1 – tłumaczy dr n. med. Sylwia Fudalej. 

Wśród przyczyn występowanie depresji rolę odgrywa nie tylko płeć. – Predyspozycje endogenne (przede wszystkim zaburzenia neuroprzekaźnictwa monoaminoergicznego- serotonicznego), współwystępowanie chorób somatycznych, cechy osobowości (introwersja, perfekcjonizm, wysoki poziom neurotyzmu i lęku, bezradność, niska samoocena), stresujące wydarzenia życiowe, obciążenia rodzinne i środowiskowe, uzależnienia – wymienia dr n. med. Fudalej.

Joanna Chatizow ze Stowarzyszenia "Aktywnie Przeciwko Depresji" zwraca jednak uwagę na fakt, że mimo iż badania rzeczywiście jednoznacznie wykazują dwukrotnie wyższą zachorowalność na depresję u kobiet, to wskaźniki samobójstw pokazują, że to mężczyźni dwa razy częściej skutecznie odbierają sobie życie. – Być może wynika to z większej łatwości przyznawania się do gorszego samopoczucia i szukania pomocy przez kobiety niż przez mężczyzn. Zwłaszcza mężczyznom o tradycyjnych poglądach, typowym macho trudniej pójść do lekarza i powiedzieć, że jest im smutno i źle – ocenia Joanna Chatizow.

Według niej typ osobowości wpływa nie tyle na występowanie depresji, co raczej na sposób radzenia sobie z nią i wybór leczenia. Nie da się również powiązać depresji w sposób oczywisty z żadną grupą zawodową, bo jest bardzo mało badań z tego zakresu. – Badanie, które najczęściej cytuję wydaje mi się rzetelnie opracowane (Substance Abuse and Mental Health Services Administration, Office of Applied Studies. (October 11, 2007). The NSDUH Report: Depression among Adults Employed Full-Time, by Occupational Category. Rockville, MD.), ale jego wyniki są jednocześnie dość zaskakujące – mówi prezes Stowarzyszenia "Aktywnie Przeciwko Depresji".

Przywołane badanie pokazuje odsetek zachorowań na ciężką depresję (MDE) w ciągu roku wśród osób w wieku 18-64, pracujących w pełnym wymiarze czasu pracy w poszczególnych grupach zawodowych. Na 1. miejscu znajdują się usługi osobiste (kosmetyczki, kosmetolodzy, masażyści, opiekunki dziecięce itp.) – 10,6proc., na 2. miejscu: zawody związane z przygotowywaniem i serwowaniem żywności (kucharze, kelnerki i kelnerzy oraz pracownicy fast foodów) – 10,3 proc., następnie: pracownicy socjalni, terapeuci oraz katecheci, księża i osoby związane religią – 9,6 proc., dalej: pracownicy opieki zdrowotnej: lekarze, pielęgniarki, położne, ratownicy medyczni oraz inne zawody związane zezdrowiem – również 9,6 proc., kolejna grupa to: artyści, projektanci oraz osoby związane z rozrywką, mediami i sportem – 9,1 proc. 

Nie ma więc wyraźnej przewagi. – Tak naprawdę depresja jest chorobą bardzo demokratyczną. Może spotkać każdego z nas, na każdym etapie życia, bez względu na wiek, zawód, status społeczny czy materialny – ocenia Chatizow.

Śmiertelnie groźna
Najbardziej niebezpiecznym aspektem tej choroby są pojawiające się myśli samobójcze, które niewychwycone odpowiednio wcześnie mogą zakończyć się tragedią. – Myśli i tendencje samobójcze są najgroźniejszym i często trudnym do oceny objawem choroby. Każde najmniejsze podejrzenie ich występowania wymaga konsultacji psychiatrycznej – podkreśla dr n. med. Sylwia Fudalej. 

Wiele zależy od czujności najbliższych. – Jeśli chory na depresję z dnia na dzień zaczyna wykazywać zwiększoną aktywność, pozornie wydaje się, że ma lepsze samopoczucie, a dodatkowo np. porządkuje dokumenty, zwraca pożyczone przedmioty itp., należy zdecydowanie zwiększyć czujność – przestrzega Joanna Chatizow.

Dr Fudalej zwraca również uwagę na problem nadużywania alkoholu, leków uspokajających i nasennych przez kobiety z objawami depresyjnymi. – Tzw. ''leczenie depresji'' substancjami psychoaktywnymi jest najczęstszą przyczyną rozwoju uzależnienia wśród kobiet – dodaje. 
Niestety mimo rosnących statystyk i zagrożenia dla życia, jakie niesie depresja, nadal traktuje się ją z pewnym lekceważeniem – jako chorobę słabeuszy. To wielokrotnie skutkuje zaniechaniem, a nawet nie podjęciem żadnego leczenia. – Niestety nadal wiele osób w Polsce unika leczenia psychiatrycznego bojąc się stygmatyzacji – przyznaje dr n. med. Sylwia Fudalej. Jej zdaniem te stereotypy coraz częściej przełamuje na szczęście edukacja społeczna, dzięki czemu znacznie więcej osób zwłaszcza młodych i lepiej wykształconych korzysta z pomocy psychiatry czy psychologa. 

Uciec depresji
Przy właściwej terapii ze stanu depresyjnego depresji można stosunkowo szybko wyjść. Naiwne może się jednak okazać założenie, że jest to jedynie chwilowe załamanie nerwowe, które można samemu pokonać. ''Leczenie'' na własną rękę może się skończyć tragicznie np. uzależnieniem albo próbą samobójczą. Stąd tak ważne, żeby nie przeoczyć momentu, w którym choroba przejmie kontrolę. – Depresja jest ciężką chorobą, a w kontekście możliwego samobójstwa bywa również śmiertelna. Dziwi mnie więc fakt, że osoby na nią cierpiące próbują przetrwać ją bez pomocy specjalisty. Oczywiście, w przypadku lekkiej czy nawet umiarkowanej depresji po pewnym czasie dochodzi do samoistnej poprawy, ale czas, w którym choroba wyłącza chorego z normalnych życiowych funkcji, wytrąca z ról społecznych i nie pozwala cieszyć się życiem, jest nie do odrobienia – zaznacza Joanna Chatizow.

Zaburzenia depresyjne wiążą się z ogromnym cierpieniem nie tylko dla osoby chorej, ale także dla jej najbliższych. – Nieleczone wiążą się z dużym ryzykiem podjęcia próby samobójczej. O ile w zaburzeniach adaptacyjnych przy dużym wsparciu rodziny i niewielkim nasileniu objawów teoretycznie ''można przeczekać chorobę'', to w bardziej poważnych stanach niezbędne jest zgłoszenie się do psychiatry – zwraca uwagę dr Sylwia Fudalej. 

Odpowiednie dobranie nowoczesnych i skutecznych leków przeciwdepresyjnych przeważnie pozwalają na powrót do pełni zdrowia. Natomiast depresja nieleczona lub leczona niewłaściwie to w 90 proc. przypadków powtórzy się w przeciągu dwóch lat. 

Wsparcie i zrozumienie najbliższych jest w depresji szalenie istotne. Joanna Chatizow zwraca uwagę, że jeżeli na depresję cierpi ktoś bliski, nie można zapominać, że to ciężka i przewlekła choroba, odbierająca sens i chęć życia. – Nie choruje się na nią z własnej woli - tak, jak nie zapada się z wyboru na inne choroby np. nowotwory czy choroby serca. Taka osoba nie choruje nikomu na złość, nie przestała kochać, nie jest niewdzięczna, leniwa czy lekceważąca, tylko jest chora i cierpi. Często jeszcze bardziej, kiedy zdaje sobie sprawę z tego, że swoją chorobą obciąża najbliższych – podkreśla prezes Stowarzyszenia "Aktywnie Przeciwko Depresji". – Dlatego nie należy mówić ''weź się w garść'', nie próbować na siłę aktywizować chorego. Warto natomiast podkreślać, że staramy się go zrozumieć i nie odwrócimy się od niego tylko dlatego, że zachorował – kwituje.

źródło:
natemat.pl


Kategoria: Artykuły z mediów, Psychiatrzy

powrót

Partnerzy